Thursday, August 9, 2007
Wartość wolności 63. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego
Wartość wolności 63. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego
Nasz Dziennik, 2007-08-09
Ks. prof. Jerzy Bajda
Z okazji obchodów 63. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego prezydent Lech Kaczyński powiedział, że "Wolna Polska jest zawsze wartością najwyższą, o którą warto było walczyć wówczas, warto jest walczyć teraz, warto zachować tradycję tej walki". Istotnie Polska była niejako skazana na wiązanie swojej kulturowej tożsamości z ideą prawdziwej wolności i niepodległości, ponieważ miała sąsiadów (i ma ich dalej), w których ideologii nie było żadnych przesłanek zabraniających atakować niepodległość jakiegokolwiek narodu. Owszem, wchodzili w przymierza zwrócone wprost przeciw Polsce w celu jej unicestwienia.
Obaj "sprzymierzeńcy" wspomagali się i wyręczali, kiedy należało szkodzić Polsce, nawet gdy między nimi mogło dojść lub rzeczywiście doszło do wojny. Tak w roku 1939 wojska sowieckie pomogły Hitlerowi w agresji na Polskę, zajmując wschodnie tereny, i tak w 1944 roku, kiedy podziemna Armia Krajowa podjęła decydujący bój, świadczący o tym, że Polska chce żyć i chce być sobą, armia sowiecka powstrzymała swój pochód wojenny, aby umożliwić Hitlerowi zniszczenie Warszawy i samego powstania.
Doszła tu do głosu szatańska przyjaźń swastyki i czerwonej gwiazdy: Hitler pomógł Stalinowi w niszczeniu polskich dążeń niepodległościowych przez stłumienie powstania, a Stalin pomógł Hitlerowi wykonać zbrodnicze dzieło w stosunku do Warszawy i Polski przez wstrzymanie ofensywy, która, logicznie rzecz biorąc, powinna była się toczyć dawnym rozpędem, umożliwiając Polakom zajęcie wolnej i niezniszczonej stolicy.
Jednym i drugim nie podobała się myśl, że w wyniku wojny sowiecko-niemieckiej Polska może odzyskać niepodległość. Obaj wrogowie uznali, że ich wspólnym, najbardziej znienawidzonym wrogiem jest wolna, niepodległa i katolicka Polska, która nie przestałaby być żywym wyrzutem sumienia dla obu zbrodniczych systemów.
Wolność i człowiek
Mamy więc wolność, o którą walczyli Polacy w tej okrutnej wojnie, w kraju i za granicami? Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz, przemawiając do weteranów powstania, stwierdziła, że "dzięki mocy waszego ducha marzenia te zostały spełnione". Sytuacja nie jest taka prosta, jak się na pozór wydaje. Wolność jest wartością potencjalną i dynamiczną i aktualizuje się w zależności od tego, ku jakiemu dobru zwraca się podmiot widziany jednostkowo i zbiorowo; a więc osoba ludzka, wszystkie wspólnoty ożywione świadomością wspólnego dziedzictwa polskości, cały naród i państwo jako publiczna organizacja narodu realizującego w ten sposób swoje słuszne cele.
Bo wolność nie jest sama dla siebie, lecz służy do tego, by wybrać dobro, umiłować je i być mu wiernym. Wolność istnieje jako zadanie na wszystkich płaszczyznach, na których kształtuje się życie narodu. Sądząc z komentarzy umieszczonych pod tekstem relacjonującym wystąpienie pana prezydenta, niektórzy, oddychający nadal cuchnącymi miazmatami komunizmu, uważają, że wolność nastanie wtedy, gdy zniknie rząd, zwłaszcza rząd Prawa i Sprawiedliwości. Są niestety ludzie, którzy uważają, że prawo (jakkolwiek pojęte) i sprawiedliwość (w todze czy bez togi) jest naturalnym wrogiem wolności. Tak myślą wszyscy przestępcy, degeneraci, nihiliści, anomiści i ci wszyscy, którym śni się nadal "czerwony sztandar, który płynie ponad trony". Jednym słowem, według nich - wolnym człowiekiem jest ktoś, kto możliwie we wszystkim upodobnił się do zwierząt: one przecież nie mają etyki ani kodeksów praw, ani sądów, ani więzień. Ta sytuacja może wyglądać barwnie, dopóki nie okaże się namacalnie, że zamiast etyki i kodeksów praw w takim zoologicznym świecie funkcjonują ostre pazury i kły, a więc absolutne prawo siły. Nasi (nasi?) liberałowie nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć, że ich ideologia prowadzi precyzyjnie i bezwzględnie do ustanowienia takiego prawa dżungli, gdzie liczy się tylko siła jakiegokolwiek rodzaju: może to być siła pięści, siła noża, siła broni palnej aż do atomowej, a nawet równie bezwzględna - choć zachowująca pozory subtelności - siła pieniądza i opinii kształtowanej za pomocą amoralnych i bezwzględnych mediów.
Oprócz krwawego terroryzmu istnieje terroryzm w białych rękawiczkach usiłujący przedstawiać się od strony swojej "ludzkiej twarzy", której funkcją jest maskować całkowity zanik człowieczeństwa. W imię wolności...
Społeczny wymiar wolności
Nasi czerwoni okupanci wiedzieli, że pojęcie "wolności" kojarzy się z pojęciem "demokracji", ale nie istnieje prawdziwa wolność, jeśli człowiek jako jednostka (osoba) i jako społeczeństwo nie ma swobody realizacji i potwierdzenia swoich wrodzonych praw. Nie istnieje więc prawdziwa wolność bez demokracji, ale też nie istnieje demokracja bez prawdziwej wolności. W systemie komunistycznym, dzięki doskonałemu zastosowaniu dialektyki i teorii (i praktyki!) alienacji, zafałszowano i unicestwiono oba pojęcia, wmawiając w społeczeństwo, że przewidująca i wszechobejmująca polityka partii jako przodującej siły historii jest doskonałym urzeczywistnieniem wolności i demokracji. To, co w sposób sprytny zostało skonstruowane i przedstawione społeczeństwu jako mit, potrafiło doskonale zasłonić rzeczywistość; chyba że ktoś mimo wszystko zachował zdolność krytycznego myślenia i odróżniania fikcji od rzeczywistości. Polacy na ogół dzięki wychowaniu w kulturze katolickiej zachowali tę zdolność myślenia i wiedzieli, że "Polska", którą usiłował nam sprezentować Stalin, zdobiąc ją w różne atrapy, nie jest prawdziwą Polską i że tę trzeba wywalczyć siłą zbrojną. Podobnie było potem, kiedy "wolny świat" narzucał nam różne modele "demokracji i wolności", niezapomniany Jan Paweł II przypominał, że prawdziwa wolność jest darem Chrystusa w Duchu Świętym, a prawdziwa demokracja musi opierać się na poszanowaniu praw osoby ludzkiej i praw narodu, zapisanych w naturze ludzkiej przez samego Stwórcę. Było to niezwykle ważne przypomnienie w obliczu przemian powojennych, niosących nowe wyzwania i nowe zafałszowania dla narodów usiłujących odbudować swoją tożsamość.
Etyczny wymiar wolności
Mocny akcent w nauczaniu Jana Pawła II padał na to, że zarówno wolność, jak i demokracja jest rzeczywistością etyczną i pominięcie tej prawdy grozi przekształceniem demokracji w jej przeciwieństwo, to jest w "ukryty lub jawny totalitaryzm". Istotnie demokracja owocuje na bazie wolności jako dynamizmu etycznego, to jest wolności pojętej jako zdolność wyboru dobra i odrzucania zła. A wybór dobra i odrzucenie jego przeciwieństwa opiera się na rozpoznaniu prawdy o dobru: dlatego bez prawdy nie ma wolności, bez prawdy nie ma demokracji. Dlatego tylko ignoranci lub szaleńcy - nieświadomi własnego stanu - mogą twierdzić, że demokracja wymaga zrezygnowania z wartości absolutnych, przyjmowanych mocą prawdy. Ci biedni ludzie usiłują ożenić demokrację z liberalizmem, z relatywizmem, sceptycyzmem, tzw. tolerancją i w końcu z nihilizmem. Nie wiedzą, że tak myśląc, zrzekają się ścisłego przywileju człowieczeństwa, jakim jest poznanie prawdy, a idąc w kierunku takiej praktyki, stają się niewolnikami anonimowych i bezosobowych sił, które czynią ich manekinami, zwolnionymi z obowiązku myślenia. Jeżeli więc jakieś społeczeństwo wybierze ten kierunek samorealizacji, to skazuje się na niewolę i pozbawia się własnej tożsamości antropologicznej. Nie trzeba być bystrym obserwatorem, aby dostrzec, że kierunek polityki i przemian kulturowych przyjęty w Unii Europejskiej opiera się właśnie na takim fałszywym pojmowaniu "wolności i demokracji", wolnej od jakiejkolwiek relacji do moralności. Szczególną tendencją, która daje znać o sobie w aktualnym klimacie kulturowym, jest dążność do obrony wyłącznie własnych, prywatnych dóbr i korzyści, z pominięciem wszystkiego, co ma wymiar ogólny i publiczny. Dlatego niektórzy uważają, że wolność polega na tym, aby móc zarobić, dorobić się, awansować itd., a reszta to wszystko "lipa". Tymczasem wartości stojące u podstaw demokracji mają w istocie swojej charakter ogólnoludzki i publiczny, to znaczy wymagają potwierdzenia i obrony w sferze państwowej i międzynarodowej. Wynika to stąd, że prawa osoby wiążą się nierozerwalnie z godnością osoby, która to wartość jest uniwersalna i niezbywalna. Nie wolno atakować godności ludzkiej, ale i nie wolno z niej rezygnować pod pretekstem, że "to moja prywatna sprawa". To, że się jest człowiekiem, to nie jest niczyja "prywatna sprawa", to, że się jest Polakiem, to nie jest niczyja "prywatna sprawa", to, że ktoś narusza istotne prawa człowieka, to nie jest "prywatna sprawa", to, że ktoś obraża Naród, państwo, władze i urzędy, które są widzialnymi symbolami godności Narodu i suwerenności państwa, to nie jest niczyja "prywatna sprawa".
Odpowiedzialność za godność Narodu i państwa rodzi konkretne obowiązki obrony naruszonego ładu sprawiedliwości w sferze publicznej. Jeżeli państwo szanuje samo siebie (myślę o roli konkretnych urzędów państwowych), to nie może zrezygnować z obrony swojej poniżonej godności. W jakim stopniu państwo jest zdolne i gotowe reagować na gesty poniżające cały naród czy jego część, na słowa i poczynania obrażające najświętsze wartości i symbole narodu, w takim stopniu jest wolne i suwerenne. Jeśli pozostaje bierne i łatwo poddaje się nieuczciwej presji różnych czynników "globalnych" czy "internacjonalnych" oraz milcząco zgadza się na takie praktyki pod pretekstem respektowania "demokracji", to dowodzi, że zdradza swoją misję lub nie rozumie swej odpowiedzialności za prawdziwą demokrację.
Były różne przypadki poniżania i deptania godności Narodu i państwa polskiego ze strony różnych kręgów nacjonalistycznych (żydowskich) i ideologicznych, które nie spotkały się z należytą odprawą ze strony państwa. Taka sytuacja działa demoralizująco na cały Naród. Boli nas uległość i bierność wobec uzurpatorskich i bezczelnych poczynań różnych instytucji Unii Europejskiej, które nie spotkały się z należytą odprawą mogącą świadczyć, że nasze państwo jest zdecydowane bronić swej (naszej) suwerenności. Ostatni wybryk pewnego europosła szkalującego i oczerniającego rząd polski został skomentowany jako znak demokracji, ponieważ inaczej towarzysz G. nie miałby możliwości poza granicami Polski atakować naszego kraju. Znakiem demokracji byłoby przyprowadzenie pana (towarzysza) G. do porządku, aby nauczył się szanować Polskę, dzięki której zrobił karierę "europejską".
Temat jest oczywiście szeroki i nie można poruszyć wszystkiego, co się z nim wiąże. Ale nie można pominąć takiej kwestii, jak równe prawa wszystkich Polaków do organizowania sobie życia zgodnie z powołaniem i godnością osoby ludzkiej. Jest to najbardziej konkretny i życiowy sprawdzian wolności Narodu. Jeśli Naród jest wolny (jak to się oficjalnie głosi), to każdy Polak powinien być wolny. Dlaczego więc nie każdy Polak może wrócić do Ojczyzny po wielu latach przeżytych w tęsknocie i żalu za Polską, którą musiał przymusowo opuścić? Dlaczego nie da się stworzyć w kraju warunków mieszkania i pracy, które uczyniłyby czymś zbędnym i absurdalnym emigrowanie do obcych krajów dla zarobku, czyli po chleb? Dlaczego nie uruchamia się całego potencjału gospodarczego (ziemia, surowce, budownictwo mieszkaniowe, rodzima energetyka itd.), aby dać wszystkim Polakom szansę budowania własnego domu i budowania Polski jako wspólnego Domu wszystkich Polaków? Dlaczego więcej możliwości gospodarczych mają obcy, podczas gdy utrudnia się rozwój rodzimego przemysłu i rzemiosła oraz kupiectwa? Dlaczego tak zwane Ziemie Odzyskane nie są wciąż prawnie przekazane Polakom, aby mogli się czuć gospodarzami we własnym kraju i wciąż muszą żyć w lęku, że jakiś potomek hitlerowców (krzyżaków?) wręczy im kiedyś podpisany w Berlinie nakaz eksmisji? Dlaczego normalny Polak nie może zbudować domu dla swej rodziny ze swoich słusznie zarobionych pieniędzy? Dlaczego rodziny prawdziwe, to jest rodzące dzieci, są traktowane jako przejaw patologii społecznej i grupa pomylonych umysłowo? Dlaczego właśnie rodzina (prawdziwa) nie może zostać konstytucyjnie uznana jako właściwy podmiot ekonomiczny decydujący o kształcie ekonomii państwowej? Dla kogo są banki, zakłady przemysłowe, instytucje i wynalazki wypracowane przez Polaków i dlaczego właśnie jakieś firmy zagraniczne, obce koncerny i nieokreślone "lobby" europejskie mają decydować o ekonomii, kulturze, poziomie szkolnictwa, kierunku wychowania i w ogóle o naszym miejscu w świecie? Dlaczego? W odpowiedziach na te pytania kryje się prawda o naszej wolności.
Wolność a religia
W związku z tą refleksją nad wolnością nie można pominąć jednego jej aspektu, wielokrotnie podkreślanego i rozwijanego przez Jana Pawła II. Ponieważ osoba ludzka jest podmiotem transcendentnym, dlatego prawa osoby, stanowiące fundament demokracji, mają charakter transcendentny. Konkretnym wnioskiem, jaki wyprowadza Jan Paweł II z tego założenia, jest stwierdzenie, że fundamentem, osią centralną i szczytem wszystkich praw osoby jest prawo do "wolności religijnej" rozumiane integralnie, a więc nie tylko jako łaskawie udzielone prawo do "wolności wyznania i sumienia", ale przede wszystkim prawo do poznania prawdy absolutnej i prawo do kształtowania całego życia ludzkiego na gruncie tego prawa.
Osoba ludzka jest ze swej istoty podmiotem religijnym, ale też wspólnota osób i cała ludzkość jest powołana do kształtowania swego życia ludzkiego w świetle prawdy o Bogu i o tym wszystkim, co człowieka i ludzkość z Bogiem łączy. Wszystkie prawa osoby (i społeczeństwa) są wtedy prawidłowo potwierdzone i realizowane, kiedy prawo wolności religijnej jest uznane jako fundamentalne i naczelne w całym systemie prawnym demokracji. A jeśli to prawo jest tak ważne i decydujące dla potwierdzenia godności osoby ludzkiej, to dlaczego u nas, pomimo panowania "demokracji", to prawo jest lekceważone i w różny sposób gwałcone?
Po upadku komunizmu z ogromną trudnością dociera do wielu ludzi świadomość, że Polacy jako katolicy mają prawo kształtować całe życie społeczne w duchu nauki Kościoła, zwłaszcza katolickiej nauki społecznej. Wielu uważa, że religia jest tylko po to, aby na pogrzebie ksiądz pokropił trumnę. Tacy już za życia zachowują się jak nieboszczyki, nieświadomi istoty życia ludzkiego i istoty Ewangelii, przez którą Chrystus przychodzi do ludzkości, aby obdarzyć ją swoim Życiem.
Mimo upływu czasu od tzw. upadku komunizmu, wielu nie rozumie Kościoła i chrześcijaństwa i myślą w sposób całkowicie przyziemny i pogański. Jeżeli jesteśmy Narodem katolickim i właśnie jako taki Naród wyszliśmy z nadzwyczaj poważnych opresji historycznych, wielu bohaterskimi czynami dokumentując swoją wolę bycia Narodem Chrystusowym, to budzą się pewne poważne pytania.
Kto u nas nadaje ton kulturze i świadomości społecznej, skoro życie publiczne na każdym kroku zaprzecza zasadom Dekalogu i nasz (nasz?) parlament nie mógł się zdobyć na uczciwy i słuszny gest opowiedzenia się za obroną życia na poziomie Konstytucji? Jak to jest, że pisma katolickie można wyliczyć na palcach, a piśmideł liberalnych, pogańskich, pornograficznych, antypolskich itp. są tysiące? Jak to jest, że mamy jedyne autentycznie katolickie, bo powszechne, i ogólnopolskie (sięgające także do Polonii) Radio, które nosi imię Najświętszej Bożej Rodzicielki, i to Radio jest właśnie zaciekle zwalczane przez różne ciemne siły antypolskie, antychrześcijańskie, antykościelne, antyludzkie (bo nieliczące się absolutnie z prawami ludzkimi całego Narodu)? Dlaczego tego Radia nie broni samo państwo, mimo że da się wykazać historycznie, iż zwycięstwo formacji politycznej obecnie rządzącej, która chce definitywnego zerwania z epoką rządów agentów i zdrajców, było w jakimś stopniu owocem modlitewnej ofensywy "moherowych beretów" - jak to pogardliwie nazwał szef opozycji?
Ostatnio obserwuje się niestety nieuzasadnione napięcie między prezydentem a kierownictwem Radia. Ale według mnie, to nie jest wina Radia, tylko obawiam się, że coś niedobrego dzieje się w kręgu rządowym i obserwuje się rozminięcie się rządu z jego podstawowym programem odbudowy tożsamości Polski. A tej odbudowie poważnie zagraża zbytnia "spolegliwość" wobec wymagań i uzurpacji Unii Europejskiej. Każdy głębszy obserwator widzi, że poddanie się Unii jest grobem naszej niepodległości i suwerenności. Czy więc pochwała wolności, jaką słyszymy z ust oficjalnych czynników, jest szczera?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment